Odpowiedni człowiek, w odpowiednim czasie. Pojawia się nagle, z zaskoczenia, a jednocześnie tak wyczekiwanie.

Konkretne słowa, które odnajdują Cię właśnie wtedy, gdy tego potrzebujesz. Przychodzą z piosenek w radio, cytatów krążących po mediach społecznościowych, książek, które właśnie masz pod ręką. Skręcenie w lewo zamiast w prawo. Spóźnienie się o te dziesięć minut, które zmieniają całą postać rzeczy.

Znasz to? Mocno wierzę w to, że tak naprawdę nie ma przypadków.

Czy to już?

Każda rzecz, która się wydarza, wydarza się właśnie w tym momencie, w którym powinna. Gdy jesteś na to gotowa. Gdy tego potrzebujesz. Gdy przychodzi czas na zmianę.

Są takie wydarzenia, które ciężko wytłumaczyć i tym ciężej zrozumieć. Odejście, koniec relacji, poczucie pustki, bo zabrakło nawet pośpiesznego Żegnaj.

Bywa, że zrozumienie przychodzi z czasem. Okazuje się nagle, że gdyby ta rzecz nie wydarzyła się w naszym życiu, byłabyś zupełnie w innym miejscu. Jako zupełnie inny człowiek.

Ale bywa też tak, że nigdy nie da się tego zrozumieć. Że boli, a praca nad zaakceptowaniem tego jest jedną z upierdliwszych. I tak też jest w porządku, wiesz?

Kto dał nam prawo do żądania, żeby zrozumieć wszystko, co dzieje się na tym świecie? 😉 Możemy się starać, ale efekt tych starań nigdy nie zależy od nas.

Zamiana Dlaczego? na Po co?

Gdy zmieniasz perspektywę i zamiast Dlaczego? zaczynasz pytać Po co? otwiera się nowa droga. Droga pełna otwartości i poszukiwań zamiast tkwienia w roszczeniowej postawie pełnej złości, która nie wnosi nic dobrego i jedynie pogłębia frustrację i brak akceptacji tego, co jest.

Ostatnio dużo myślę o tym Po co.

Po co pojawiło się w moim życiu tyle wydarzeń, które nadszarpnęły moje poczucie bezpieczeństwa.

Po co tyle razy kopałam samą siebie w dupę, zamiast poklepać się po ramieniu.

Po co Ci, którzy powinni być moim oparciem, doprowadzali do tego, że najgorzej czułam się w towarzystwie jednej osoby – samej siebie.

Ale wiem, że każde doświadczenie i każda osoba, która pojawiła się w moim życiu, zostawiając w nim trwały ślad, doprowadziła mnie do tego, kim jestem dzisiaj.

To dzięki temu, że przeżyłam tyle chwil strachu i smutku, zdecydowałam się na pracę nad sobą.

Wielokrotne kopanie siebie w dupę zmotywowało mnie do pracy z własnymi przekonaniami. Do przyjrzenia się temu, czym karmię na co dzień swój umysł i jak wiele złych rzeczy potrafię powiedzieć samej sobie, choć w życiu nie byłabym w stanie powiedzieć ich komukolwiek innemu.

Złudne oparcie i brak poczucia bezpieczeństwa był jednym z najpiękniejszych podarunków. To dzięki nim zaczęłam szukać ich w sobie, zamiast ciągle wypatrywać ich na zewnątrz.

Dlatego tak mocno wierzę, że nie ma przypadków. Nie ma losowych wydarzeń i niezaplanowanych spotkań. To wszystko ma głębszy sens. Tylko być może czasem nie ma we mnie jeszcze na tyle pokory, by go odnaleźć.

A jeśli masz chęć przeczytać coś jeszcze…